Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

„Piękna młoda żona” – Tommy Wieringa (fragment)

717569-352x500

Tłumaczenie: Alicja Oczko

Wydawnictwo Pauza

Więcej o książce

 

FRAGMENT

[…]

Jest to rozrywka, której podczas spotkań towarzyskich oddają się mężczyźni i kobiety, małżeństwa nieznające się jeszcze zbyt dobrze. Pytanie: „Jak właściwie się poznaliście?”.

Spoglądają jedno na drugie. Ona mówi:

– Ty potrafisz opowiedzieć o tym lepiej niż ja.

On zaczyna.

– Dawno, dawno temu, w dalekiej krainie…

– Gdzie tam! Zwyczajnie, w Utrechcie, siedem lat temu.

– Okay, bajki nie będzie. – Wydaje się trochę rozczarowany. – Utrecht, siedem lat temu. Siedzę w kawiarnianym ogródku, gdy na ulicy pojawia się dziewczyna. Prawdę mówiąc, tam w ogóle nie wolno jeździć na rowerze, ale jej wszystko wolno. Jest dziewczyną, dla której policjanci ten jeden raz przymykają oko, a wszyscy kierowcy się zatrzymują.

 

– Przesadzasz, kotku. A ja miałam już dwadzieścia siedem lat. Albo dwadzieścia osiem.

– Jedzie na rowerze górskim, trochę pochylona do przodu, z uniesioną pupą. Nie mogę pominąć tego szczegółu. Pupy, od której wszystko się zaczęło. Przemknęła tak obok mnie, tą ulicą pełną ludzi, z tymi jasnymi włosami i tą pupą…

– To już wiemy.

– Miałem opowiedzieć, prawda?

Drugi mężczyzna w towarzystwie prostuje się na krześle.

– Ja też chcę o tym usłyszeć. O tej pupie.

– Lou! Opanuj się – odzywa się jego żona.

– Widziałem, jak znika między ludźmi, i pomyślałem: Jak ją odnaleźć? Ty to znasz, Lou, wiesz, co mam na myśli. Że człowiek chce za nią pobiec i zawołać: „Kim jesteś?! Nie mogę bez ciebie żyć! Wyjdź za mnie, tu, teraz!”.

– No… – mówi Lou.

– Tak czy owak, parę tygodni później siedziałem w knajpie „Willem I” i tam znowu ją zobaczyłem, przy stole bilardowym. Poczułem, że to przeznaczenie: odnalazłem ją… nie szukając. Teraz nie może już być inaczej. Grała z przyjaciółką w bilard. Znowu z tą pupą tak… w powietrzu…

– Ed, proszę cię.

– Podszedłem do niej i spytałem, jak się nazywa. Nie mogłem pozwolić, żeby mi jeszcze raz uciekła. Zdradziła swoje imię, owszem, ale nie zamierzała powiedzieć, gdzie mieszka. Nie chciała.

– Byłeś pijany.

– I powiedziałaś mu tak po prostu, jak się nazywasz?! – dziwi się druga kobieta.

– Dlaczego nie?

– Kompletnie obcemu facetowi?

– Spodobał mi się. Stary, ale fajny.

– S t a r y,  a l e   f a j n y… – Edward odgrywa ból, który jest prawdziwy.

– Starszy ode mnie, tak dobrze?

– Czternaście lat…

– I jeszcze rok.

– Mam mówić dalej czy nie?

Poprosił barmana o książkę telefoniczną, przekartkował ją i wyrwał stronę, z którą do niej podszedł. Wybierała pozycję przy dłuższej bandzie, kiedy zapytał:

– To ty?

Trzymał kartkę pod lampą nad bilardem, a jego palec wskazywał nazwisko. Z rozbawieniem przyjrzała się Edwardowi.

– Całkiem możliwe – odparła.

– Świetnie, Ruth Walta. Wspaniale. Dziękuję. Wyślę ci zaproszenie.

– Będę czekać – rzuciła. – A ty jak się nazywasz?

– Edward – powiedział radośnie. – Edward Landauer.

– Chapeau bas, Ed! – mówi Lou. – Świetny ruch z tą książką telefoniczną. To jest odwaga.

Bierze butelkę i lustruje kieliszki. Dolewa tylko Edwardowi.

– Gest rozpaczy – wyznaje Edward. – Naprawdę nie wiedziałem, co miałbym bez niej począć. Wyobraź sobie, chwilę wcześniej świat był jeszcze pełen kobiet, a teraz już istniała tylko ona.

Uśmiecha się do żony fioletowymi wargami.

– Jakby człowiek miał jedną jedyną szansę: przerżniesz ją, to brama się zamknie, a cud nigdy więcej się nie powtórzy.

Czoło mu lśni, rękoma dyryguje słowami ponad stołem.

– Nie bałaś się trochę, Ruth? – pyta druga kobieta.

– A to zabawne, że tak myślisz. Przecież jest fajnie, jak cię ktoś trochę zaskoczy? Mężczyzna, który wie, czego chce, ale tak konkretnie, przecież o to nam chodzi?

– No tak, może i tak… – Wstaje. – Lou, zbierzesz talerze? Tylko zostawcie sobie sztućce.

W kuchni nasuwa rękawice kuchenne na dłonie. Tamtego popołudnia w sklepie ze specjałami z Turcji i Surinamu, sięgnęła po pęczek okry i się jej przyglądała.

– Daj spokój, Claudio – powiedział Lou.

– Ale to wegetarianie! Co w takim razie mam zrobić?

Skończyło się na ziemniakach au gratin, które podała z warzywami z pieca.

Przy stole Lou pyta:

– Ruth, ty widziałaś, że on jest starszy, ale ty, Ed, czy ty też widziałeś, że ona jest sporo młodsza?

– Ej, zaczekajcie na mnie z dalszym ciągiem! – rozlega się z kuchni.

Edward na chwilę zamyka oczy – dziewczyna z kijem bilardowym w ręce, dym z papierosów falujący pod lampami nad stołem. Wobec piękna zawsze był bezsilny. Na jego widok odejmowało mu mowę. Dysk słoneczny między rogami małego, idealnego byka Apisa, wiele lat temu w muzeum w Damaszku. Ktoś go wykonał nieprawdopodobnie dawno temu, ręce jak jego tak doskonale odlały brąz. Stopniowo zaczęło mu świtać, że piękno również jest w stanie zadawać ból, piękno przede wszystkim; może ciąć światłem.

Otwiera oczy. Jego piękna, młoda żona.

 

– Nie – mówi – nie od razu.

– Nie widziałeś tego?

– Właściwie… widziałem tylko piękno. Bez wieku. – Podnosi kieliszek.

Ona kładzie dłoń na jego ręce.

– Kochanie…

Pani domu wchodzi do pokoju z brytfanną w rękach.

– Miałeś uprzątnąć talerze.

– Zaraz – rzuca Lou.

Kobieta jeszcze raz idzie do kuchni i wraca. Nikt nie oferuje jej pomocy.

– Wspaniałe, Claudio – mówi Edward trochę później, unosząc kieliszek w jej stronę.

– Tak, dobrze wyszło, skarbie – dołącza się Lou.

– Zostało dobrze  z r o b i o n e.

– To właśnie miałem na myśli. – Puszcza oko do Edwarda.

– A wasze spotkanie? – pyta Claudia. – Jak potoczyło się dalej?

***

On wiosłował, ona siedziała na ławce z tyłu łodzi. Nurt był prawie niezauważalny. Łąki stopniowo przechodziły w las. Wysokie, stare drzewa, żywe istoty mające imiona. Sunęli między krągłymi, omszałymi brzegami. Przez zieleń prześwitywały zabudowania czyichś posiadłości. TEREN PRYWATNY. NIE CUMOWAĆ. Zastanawiał się nad rodzinami o tajemniczych nazwiskach – nie przetrwali, ciężar całego majątku i historii złamał im kręgosłupy. Kroniki zostały zapisane pleśnią na wilgotnych murach. Z tych kręgów wywodzili się wielcy adwokaci i mężowie stanu, mężczyźni, którzy ukształtowali etos narodu i w dobrym stanie przekazali go kolejnym pokoleniom. Ta trwałość jednak przeminęła. Ich potomkowie zostawali bankierami i pisarzami, życie poświęcali wyłącznie samym sobie.

 

Zieleń zamknęła się nad ich głowami, przez liściaste korony przebijały się refleksy subtelnie rozproszonego, jak w pryzmacie, światła. Wiosłował bezgłośnie. Tam, gdzie wiosła znikały w wodzie, powstawały jedwabiste, srebrzystoczarne zawirowania. Podwinął rękawy koszuli. Zdaniem Ruth, miał piękne ramiona.

 

[…]

One comment on “„Piękna młoda żona” – Tommy Wieringa (fragment)

  1. Reblogged this on annamariagregorowicz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: