Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

Polacy z mojej dzielnicy

MARTIN BRIL [TŁUM. ŁUKASZ KOTERBA]

IMG_2933

W mojej dzielnicy zawsze się buduje. Można by pomyśleć, że taka dzielnica kiedyś musi być gotowa, ale jednak nie. Czasami jest tydzień spokoju, ale potem znów słychać gdzieś piłowanie, przybijanie, wiercenie. Można by oszaleć, jakkolwiek w tym hałasie rozbrzmiewa także rzemiosło i wiara w przyszłość – i tego właśnie się chwytam.

Innym cudownym zjawiskiem jest to, że całe to przebudowywanie i majsterkowanie ma w sobie coś zaraźliwego: nigdy nie pozostaje w jednym domu, zawsze dołącza drugi budynek, i szybko trzeci. Przychodzi falami, ma się wrażenie. Można by więc wyciągnąć wniosek, że częstotliwość zmian właścicieli mieszkań w mojej dzielnicy jest niezwykle wysoka, ale i to nie jest prawdą: widzę bez przerwy tych samych sąsiadów. My tu po prostu uwielbiamy remontować.

Jest tylko jedna rzecz, której mi brakuje, lub, ujmę to w ten sposób: wcale mi jej nie brakuje, ale zauważam, że jej nie ma: radio. Jak wiadomo, każdy budowlaniec ma przy sobie olbrzymie radio, które cały dzień nastawione jest na niewłaściwą stację. Takich budowlańców już tu miewałem, niektórzy nawet śpiewali, dużo Koos Albertsa i Hazesa, który nie żyje, ale ostatnimi czasy jest cicho – pominąwszy oczywiście całe to piłowanie, przybijanie i wiercenie.

Wyjaśnienie brakującego radia jest proste: holenderski budowlaniec został zastąpiony polskim, tak, powiem to szczerze: w mojej dzielnicy roi się od Polaków. Stało się to nawet pojęciem samym w sobie: „Czy macie też Polaków?”. Sprzątaczki pochodzą z Polski, budowlańcy z Polski, tak to wygląda w mojej dzielnicy.

Pierwszy raz zobaczyłem Polaków lata temu, podczas spaceru z psem w niedzielę rano. Gdzieś na rogu ulicy natrafiłem na Forda Transita, busik z polskimi rejestracjami. Drzwi były otwarte. W środku było mniej więcej dziesięć siedzeń. Tu i ówdzie ktoś leżał i spał.

Podłoga była usłana resztami jedzenia i bagażami. Kawałek dalej, w słońcu, stali mężczyźni, którzy już się obudzili oraz mężczyźni, którzy wkrótce w busiku wracać mieli do Polski. Zarówno przyjeżdżający, jak i odjeżdżający Polacy wyglądali na zmęczonych, a także mieli w sobie coś z zakłopotania, gdy tak stali wokół mężczyzny, który wyjazd i pracę zorganizował i który teraz przemawiał.

No cóż.

W tej chwili znowu jest mowa o fali remontów w mojej dzielnicy. Ale Polacy nie są już więcej dowożeni busikami; ulice są teraz pełne starych BMW z polskimi rejestracjami. Mężczyźni mają własny transport, pierwszy krok w kierunku własnego majątku, a tylne siedzenia usłane są kubkami z McDonalds’a, krok drugi.

Widuję ich czasem w trakcie przerwy od tego piłowania, przybijania i wiercenia i bojaźliwe, zakłopotane spojrzenie sprzed lat ustąpiło miejsca błyskowi ambicji. Z siły roboczej przemienili się w mężczyzn z misją. Nie potrzebują muzyki, by pracując zająć czymś swoje myśli. Oni mają cel. Pracują.

IMG_2845


Tekst Polacy z mojej dzielnicy Martina Brila pochodzi ze zbioru felietonów Buurtgeluiden (2010). Wydawnictwu Prometheus dziękuję za pozwolenie na publikację polskiego tłumaczenia tego tekstu oraz innego felietonu ze wspomnianego zbioru, Wypadek.

Sylwetkę Martina Brila znajdziesz tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11/03/2013 by in Tłumaczenia and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: