Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

Martin Bril

IMG_2942

Był mistrzem opisu codzienności. Nikt nie potrafił tak pisać o sfrustrowanym sąsiedzie, o mostku w Amsterdamie, o zebraniu rady gminy gdzieś na głębokiej holenderskiej prowincji. Kto chce zrozumieć Holandię ostatnich dwudziestu lat, ten powinien sięgnąć po felietony Martina Brila.

Kiedy w kwietniu 2009 roku zmarł po długiej walce z rakiem przełyku, na pierwszej stronie dziennika De Volkskrant pojawiła się informacja „Dziś nie ma Martina Brila”. Felieton na pierwszej stronie najbardziej opiniotwórczej gazety w kraju, tym nie cieszył się długo. Ale zanim zdobył to pożądane przez każdego holenderskiego dziennikarza miejsce, Martin Bril przez wiele lat publikował w najważniejszych holenderskich dziennikach, tygodnikach i miesięcznikach. Był człowiekiem-instytucją. Królem krótkiego felietonu. Najuważniejszym obserwatorem codzienności.

Vermeer z Amsterdam-West

Fenomen Martina Brila trudno wytłumaczyć zagranicznemu czytelnikowi. Weźmy zbiór amsterdamskich tekstów Buurtgeluiden, wydany pośmiertnie w 2010 roku. Pierwszy tekst: felieton o mostku Koekjesbrug obok domu Brila. Tekst drugi: opowiastka o samotnym sąsiedzie, który często opowiada o samotności Napoleona. Tekst trzeci: rozważania o sandałach. Tekst czwarty: historyjka o bosym bezdomnym z reklamówką… Jak wytłumaczyć popularność tych krótkich impresji o sprawach błahych i do bólu codziennych?

VermeerMilkmaid

Ryzykowna teoria: Martin Bril był współczesnym Vermeerem, tyle, że z piórem, a nie pędzlem w ręku. Co wielbicieli malarstwa urzeka w płótnach mistrza z Delft? Na pozór nie różnią się one w niczym od tysięcy obrazów mniej utalentowanych malarzy Złotego Wieku, produkujących masowo scenki rodzajowe, portrety i pejzaże na zamówienie holenderskiego mieszczaństwa. Z płócien Vermeera emanuje jednak pełna napięcia cisza i paraliżujący spokój, a w codziennych scenkach tkwi jakaś mądrość, przenikliwość i głęboka wiedza o życiu. Życie jest z pozoru banalne i pełne błahych czynności, jak przelewanie mleka czy pisanie listów, ale za tą fasadą kryje się coś więcej. Co myśli Mleczarka z arcydzieła Vermeera? Co myśli kobieta z pralni, bezdomny, emeryt na ławce w parku z felietonów Brila?

Bril, podobnie jak Vermeer, odmalowywał obraz holenderskiej codzienności. Tak jak mistrz sprzed czterech wieków czynił to z taktem, z dystansem, z talentem do kompozycji i bez wielkich pretensji. I tak jak geniuszowi z Delft przyniosło mu to wielu wielbicieli, którzy wciąż mają trudności z opisaniem tego, co tak naprawdę czyni te błahe scenki rodzajowe unikalnymi dziełami sztuki.

Sex, drugs and columns

Martin Bril urodził się w 1959 roku w Utrechcie. Studiował filozofię na uniwersytecie w Groningen (studiów nie ukończył) oraz scenariopisarstwo na Akademii Filmowej w Amsterdamie. Bardziej od wykładów o Kancie i technik pisania dialogów interesowały go inne aspekty życia studenckiego. Młody Bril obracał się w holenderskich kręgach artystycznych, co przyniosło mu wiele ciekawych znajomości (choćby z pisarzem Joostem Zwagermanen czy malarzem Robem Scholte) i nowych uzależnień: od alkoholu, od kokainy, od seksu, od hazardu i w pewnym sensie: od pisania.

IMG_2944

Najpierw publikował w mało znanych kulturalnych czasopismach, później na liście jego zleceniodawców znalazły się bardziej renomowane tytuły. Pisał teksty dziennikarskie, na przykład o muzyce, ale i literackie. Wraz z Dirkiem van Weeldem wydał kilka zbiorów opowiadań, esejów i felietonów o mediach, sztuce i literaturze.

Zainteresowanie Brila przesuwało się stopniowo w kierunku fikcji, ale jego dwie powieści, Voordewind (1990) i Altijd zomer altijd zondag (1994) nie okazały się sukcesem. Bardzo autobiograficzne i bardzo fragmentaryczne – także sam autor coraz bardziej rozumiał, że jego gatunkiem nie jest powieść i fikcja, ale krótka realistyczna proza, felieton, scenka rodzajowa.

Wielkim wydarzeniem w jego karierze były przenosiny do amsterdamskiego dziennika Het Parool. Początkowo w ramach duetu Bril-van Weeldem pisał o muzyce, ale wraz z biegiem czasu publikował coraz więcej pod swoim nazwiskiem, głównie o literaturze.

49 lat życia, 26 lat pisania, 69 książek

I wtedy nastąpił przełom. Przełom, który oznaczał nie tylko narodziny Brila, jaki przeszedł do historii holenderskiego dziennikarstwa i, w pewnym sensie, literatury, ale także przełom, który uratował mu życie. Pogrążający się w narkotykowym nałogu Bril – zaniedbany, wiecznie pijany, zadłużony – w 1996 roku przypadkiem otrzymał od ówczesnego redaktora naczelnego Het Parool Matthijsa van Nieuwkerka propozycję pisania o procesie Johana „Hakkelaara” Veroeka, holenderskiego barona narkotykowego. Seria okazała się sukcesem, Bril odnalazł własny styl, a po jego felietony zaczęły zgłaszać się kolejne gazety i czasopisma.

Rok 2001 oznaczał wielkie zmiany. W tygodniku Vrij Nederland zaczął publikować serię felietonów Evelien, które później zostały zebrane w kilku książkowych wydaniach, a lokalny dziennik Het Parool zamienił na ogólnokrajową gazetę De Volkskrant. Od początku XXI wieku Bril należał do ścisłej czołówki holenderskiej felietonistów, a zbiory jego tekstów wydawane w formie książkowej sprzedawały się w tysiącach egzemplarzy. Popyt na Brila był tak duży, że każdego roku w księgarniach pojawiało się kilka zbiorów z jego nazwiskiem na okładce. Bril nie dożył pięćdziesiątki, ale za jego życia ukazało się ponad pięćdziesiąt jego książek – niewielu dziennikarzy lub pisarzy pochwalić się może takim wynikiem.

Również po śmierci Bril pozostaje świetnym komercyjnym produktem, a jego spadkobiercy wydają kolejne tomy z jego tekstami. Często pogrupowanymi tematycznie: felietony o Amsterdamie (Buurtgeluiden, 2010), felietony o Francji (Au revoir. Alle verhalen uit Frankrijk, 2011), felietony o kobietach (Meisjes, 2011), czy zbiór tekstów – od felietonów po osobiste wiadomości mailowe – powstałych w trakcie kilkuletnich zmagań ze śmiertelną chorobą (Het evenwicht, 2011).

IMG_2845

Martin Bril stał się też częścią holenderskiej popkultury. Za życia często gościł w popularnym programie telewizyjnym De wereld draaidt door, prowadzonym przez Matthijsa van Nieuwkerka, jego dawnego szefa z Het Parool. Wraz z początkiem wiosny pół Holandii czekało, kiedy Bril w swym felietonie ogłosi, że mamy „rokjesdag” – tłumacząc dosłownie „dzień spódniczek”. Pojęcie „rokjesdag” istniało już wcześniej, ale w oczach wielu Holendrów to Bril je wymyślił. Nawet jeśli nie jest autorem tego pojęcia, to bez wątpienia to on je spopularyzował i przyczynił się do tego, że słowo „rokjesdag” znalazło się nawet w najważniejszym holenderskim słowniku Van Dale.

O co chodzi? „Rokjesdag” to ten dzień na początku wiosny, kiedy wiele kobiet po raz pierwszy pojawia się na ulicy w krótkich spódniczkach. Martin Bril, uważny obserwator życia codziennego, zawsze wyłapywał ten moment i dla wielu Holendrów stał się osobą, która co roku ogłaszała od dawna oczekiwaną nowinę: koniec trwającego w Holandii jakieś siedem, osiem miesięcy okresu jesienno-zimowego, początek upragnionej wiosny, spódniczek i picia piwa na tarasach przed pubami i restauracjami.

Choćby za to Holendrzy są mu wdzięczni i dzisiaj. Nie wspominając o ponad 60 książkach wydanych za życia i po jego śmierci: dziesiątkach zbiorów felietonów, opowiadaniach oraz kilku powieściach i tomikach wierszy.

Ł.K.

IMG_2946

Tutaj moje tłumaczenie kilku felietonów z tomu Buurtgeluiden: Wypadek oraz Polacy z mojej dzielnicy.

Reklamy

One comment on “Martin Bril

  1. Angelo
    23/03/2013

    I’m impressed, I have to admit. Seldom do I encounter a blog that’s
    both equally educative and engaging, and let me tell you, you have
    hit the nail on the head. The problem is something not enough men and women are speaking intelligently about.
    Now i’m very happy that I found this in my hunt for something relating to this.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: