Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

I jak… Geert van Istendael. Bo nie jest mu wszystko jedno.

Czy wam, szanowni czytelnicy, też zdarzają się dni, kiedy świat – zazwyczaj uporządkowany i w gruncie rzeczy całkiem przyjazny – nagle zaczyna szczerzyć kły? Kiedy kubki z kawą samoczynnie lądują na nowych spodniach, z wielkich holenderskich chmur spada ogromny deszcz, a tak zwykle sympatyczni domownicy/ współpracownicy/ zwierzątka domowe robią wszystko, żeby zagrać wam na nerwach? Takie dni są idealne do sięgnięcia po książki flamandzkiego pisarza, poety i eseisty Geerta van Istendaela – a właściwie Geerta Marię Mauritiusa Julianusa Vanistendaela.

Pierwszym skojarzeniem przeciętnego holenderskiego czytelnika będą zapewne książki Belgijski labirynt (Het Belgisch labyrint) i Moja Holandia (Mijn Nederland). Czyta się je jak instrukcje obsługi obu tych krajów, widzianych oczami erudyty, który nie stroni od złośliwych żartów, ale jednocześnie bardzo celnie opisuje zjawiska składające się na kulturę danego kraju. Belgijski impas polityczny czy napięcia wokół emigracji stoją w książkach van Istendaela obok tekstów poświęconych o wiele lżejszym tematom, jak na przykład… holenderskie bitterballen – smażone na głębokim tłuszczu kulki z mięsno-warzywnym nadzieniem. Geert van Istendael porównał przekąski serwowane w ośmiu miejscach i „z głęboką pogardą dla śmierci narażał własne zdrowie w służbie nauki, przeprowadzając wszystkie testy na własnej osobie” (tłum. moje). Jak w jego ocenie wypadają bitterballen z Utrechtu?

„Bitterballen mosterd mayo” by Takeaway – Eigen werk. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons

Osiem sztuk. Serwetka w kratkę. Bardzo gruba panierka (patrz dalej), wnętrze zawiera szarawy śluz. Przy próbie nakłucia na wykałaczkę kulka spada bezwładnie na serwetkę. Według wstępnych wyników badań laboratoryjnych nadzienie składa się z połączenia bulionu z kurczaka (w kostce) i skrobi kukurydzianej, co wyjaśniałoby szklistość substancji. (…) Panierka nie jest całkowicie wypełniona mazią. Występują puste miejsca. W jednej z kulek puste miejsce zajmuje 49,7% wnętrza.

A wnioski?

Wstępnie można z całą pewnością stwierdzić, że bitterballen, razem z Heinekenem, należy zaklasyfikować jako narodowe trucizny. Nadal trwa dyskusja w sprawie bamischijven (makaron bami w panierce) i gehaaktstaven (panierowana mieszanka mięsa mielonego z warzywami).

(Geert van Istendael, tekst Bitterballen z książki Mijn Nederland)

I świat znów wydaje się przyjaźniejszy…

PS. Córka Geerta van Istendaela, Judith Vanistendael, również pisze. W Polsce ukazały się jej dwie powieści graficzne: Dziewczyna i Murzyn oraz Kiedy Dawid stracił głos.

Tu można przeczytać wywiad z Judith Vanistendael

Część ósma: H jak… Judith Herzberg.

Skąd się wziął alfabet subiektywny? Klik!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: