Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

O karze śmierci w USA. Rozmowa z Lindą Polman („Laleczki skazańców”).

large_polman

Wywiad z Lindą Polman w związku z premierą książki “Laleczki skazańców” (pol. tłum. Małgorzata Woźniak-Diederen, wyd. Czarne).

Małgorzata Woźniak-Diederen: Skąd wziął się pomysł napisania książki na ten temat?

Pierwszą “laleczkę” spotkałam przed laty, w 2000 roku. Zadzwonił do mnie redaktor naczelny pisma zajmującego się sprawami praw człowieka. Prześladowała go kobieta pragnąca zwrócić na siebie uwagę, zbierała pieniądze na adwokata dla mężczyzny skazanego na śmierć w Teksasie. Twierdziła, że był niewinny i żądała artykułu w tym piśmie wraz z podaniem konta, na które można wpłacać pieniądze. Redaktor prosił mnie, żebym poszła i porozmawiała z tą panią, bo inaczej on się jej nigdy nie pozbędzie. Poszłam więc do niej, mieszkała na przedmieściach Amsterdamu. W salonie miała coś w rodzaju ołtarzyka na cześć tego skazańca, ze zdjęciami i świeczkami, a mówiąc o nim, oblewała się rumieńcem i oczy zaczynały jej błyszczeć. Od razu wiedziałam: to jest coś więcej niż zbiórka pieniędzy, ona jest w tym facecie śmiertelnie zakochana! Napisałam wtedy o akcji zbierania pieniędzy dla niego, ale dalej utrzymywałam z nią kontakt. Wiele rozmawiałyśmy, przeczytałam jego listy do niej i jej listy do niego. Odwiedzała go co dwa miesiące na oddziale skazanych na karę śmierci w Teksasie. Pojechałam z nią, żeby poznać tego człowieka. Z tej okazji zarezerwowała dla nas pokoje w tanim Motelu 6, w Huntsville, miasteczku, w którym mieściło się więzienie dla skazanych na śmierć. Weszłam na parking tego motelu, smutny betonowy plac, przed smutnym motelem, ze smutnymi kierowcami ciężarówek, którzy przewożą ropę i drewno po całym Teksasie i wybierają ten motel ze względu na cenę. A między tymi ciężarówkami zobaczyłam smutny basen, wokół którego siedziała grupka wesołych pań, w kostiumach kąpielowych, wysmarowanych olejkiem do opalania, z białym winem pod ręką. Wesoło paplały o swoich małżonkach i narzeczonych z cel śmierci i o tym, co założą jutro na wizytę. Wszystkie były Europejkami, wszystkie były zakochane w mordercach, chociaż niektórzy z nich popełnili kilka morderstw. Od razu wiedziałam: chcę o tym napisać książkę.

Jak zmienia się polityka w sprawie kary śmierci w USA po ostatnich wyborach?

Właściwie nie można mówić o „Stanach Zjednoczonych”. Każdy z 50 stanów amerykańskich cieszy się dużą suwerennością. Kara śmierci jest dozwolona w konstytucji amerykańskiej, ale stany same mogą decydować jak ją stosować. W 20 stanach kara śmierci nie występuje. Kilka stanów wydaje takie wyroki, ale ich nie egzekwuje lub bardzo rzadko wykonuje. W kilku stanach uwielbiają karę śmierci, tam często wydają takie wyroki i rzeczywiście dochodzi do egzekucji ludzi. Są to wszystko stany południowe: Teksas, Luizjana, Missisipi, Oklahoma itd.

To samo dotyczy kary więzienia. Stany mają dużą samodzielność w wydawaniu wyroków. Konserwatywny rząd w Waszyngtonie nie ma więc dużego znaczenia w tym wypadku.

Widać jednak wyraźnie, że nawet w stanach południowych wyroki kary śmierci wydaje się i wykonuje coraz rzadziej. Ma to związek z lepszymi metodami śledztwa (badania DNA uwolniły wiele osób z celi śmierci) i z bolesnym brakiem środków używanych do śmiertelnych zastrzyków. Amerykańskie więzienia importowały je z Europy. Kilka lat temu Europa zakazała eksportu płynów używanych do egzekucji i więzienia stanęły przed problemem, którego do dzisiaj nie udało się rozwiązać. Zapasy się skończyły. Egzekucje odbywają się teraz rzadko i przy użyciu płynów produkowanych w USA, które nie są jeszcze dostatecznie przetestowane w laboratoriach. Prowadzi to do błędów, więźniowie umierają powoli, są długo nieprzytomni, wydaje się, że bardzo cierpią. Więzienia boją się niekorzystnych publikacji w prasie i odkładają następne egzekucje, żeby zbadać możliwość użycia innych płynów. Niektóre stany rozważają wprowadzenie krzesła elektrycznego lub komory gazowej, które zostały wycofane z użytku w latach 80-tych jako barbarzyńskie metody uśmiercania ludzi. Śmiertelne zastrzyki były wtedy nowością, metodą nazywaną humanitarną, przypominającą działanie medyczne, jak gdyby egzekucje były czymś w rodzaju eutanazji.

9200000036483859

Czy debata na temat kary śmierci w USA rozwija się, czy są szanse na zmiany?

Nieudane egzekucje w ostatnich latach wywołały debatę publiczną czy kara śmierci powinna istnieć, czy nie. Jednak zniesienie kary śmierci nie jest priorytetem w polityce amerykańskiej. Nie jest spornym tematem w USA. Większość Republikanów jest za jej utrzymaniem. Wiele Demokratów niekoniecznie występuje przeciwko niej. Na przykład Obama i Hillary Clinton nie byli jej przeciwni, ale chcieli ją ograniczyć tylko do szczególnych przypadków, takich jak morderstwa dzieci i tym podobne. Jednak nigdy nie zajmowali się tą sprawą poważnie. Mam wrażenie, że większość stanów uznających karę śmierci, chciałoby ją stosować rzadziej, ale nie zrezygnować z niej. Jak już mówiłam kara śmierci nie jest priorytetową sprawą w polityce USA.

Poglądy na karę śmierci w USA są zupełnie inne niż w Europie, brzmią dla nas często egzotycznie. Czy jest na to jakieś wytłumaczenie?

W Europie uważamy karę śmierci za barbarzyństwo, średniowieczny zwyczaj, a skazanych na śmieć uważamy za ofiary barbarzyńskiego systemu. Pochodzimy z „oświeconego kontynentu”. Kiedyś u nas również obowiązywała kara śmierci, ale rozwinęliśmy system prawny, który nie szuka (biblijnej) zemsty, daje ludziom szansę na poprawę, drugie życie. W Stanach Zjednoczonych, szczególnie południowych, sprawiedliwość ma wymiar biblijny: oko za oko… Kara śmierci jest uważana za coś, na co Bóg zezwala i nawet zaleca. Tam patrzy się na skazanych nie jak na ofiary, ale jak na okrutnych morderców, którzy ponoszą zasłużoną karę. Dlatego tak wiele „laleczek skazańców” to Europejki: w osobach za kratkami widzą ofiary i chcą tych mężczyzn pocieszyć albo uratować.

podluzne

Co napisanie tej książki znaczyło dla ciebie osobiście?

Cieszę się, że napisałam te historię. Moja perspektywa bardzo szybko poszerzyła się, wyszła poza kobiety siedzące na brzegu basenu na parkingu Motelu 6. Oprócz kobiet poznałam także mężczyzn z cel śmierci i ich historie. Jeden z nich siedział w celi śmierci przez 40 lat. 40 Lat! System o nim „zapomniał”, a on całkiem zwariował. Był bardzo miły, ale zwariował. Wszędzie widział demony. Jeździłam po całym Teksasie w poszukiwaniu rodzin osób skazanych na śmierć. Spotkałam matkę pięciu synów siedzących w różnych więzieniach, jeden z synów odsiadywał dożywocie, drugi był skazany na śmierć. Była zbyt biedna, żeby odwiedzać swoich synów, tak biedna, że nie stać jej było na pisanie listów do nich, bo na to potrzeba znaczków. W Fort Worth spotkałam synów człowieka, który jako pierwszy został uśmiercony zastrzykiem. Ta strzykawka leży na wystawie w muzeum w Huntsville, synowie nigdy nie doszli do siebie po tym doświadczeniu. Odkryłam jak strasznie ubogie są środowiska, w których skazańcy (wtedy nastolatki) dorastali. I jak zacofane są te środowiska. Odwiedziłam ich miejsca zamieszkania – parki zapleśniałych i rozpadających się przyczep samochodowych. Chodziłam do kościółków na wsiach, w których ludzie wierzą w diabła. Włóczyłam się po slumsach Houston, w poszukiwaniu historii członków gangów młodzieżowych, którzy często kończą w celach śmierci. Mówiąc krótko to była też wielka przygoda

Tłumaczenie „Karawany kryzysu” odniosło sukces w Polsce. Czy świat organizacji pomocowych zmienił się w ostatnich latach?

Niestety nie. Sytuacja jeszcze się pogorszyła. Dochody organizacji pomocowych są w dużym stopniu zależne od rządów. To rządy określają programy pomocy: dokąd idzie pomoc, ile jej idzie i przez jaki czas. Przy wyborze programów rządy uwzględniają swoje własne cele polityczne i wojskowe. Organizacje pomocowe muszą akceptować te wybory, bo inaczej nie dostaną pieniędzy. Dlatego wiele pieniędzy z funduszu pomocy jest przeznaczona dla regionów, w których rządy mają interesy strategiczne, a niewiele lub nic z tej pomocy dociera do regionów dotkniętych „bezwartościową” katastrofą humanitarną. W obecnych czasach nasze rządy są bardzo zainteresowane powstrzymaniem napływu imigrantów i uchodźców. Wiele pieniędzy trafia do krajów gotowych zahamować napływ migrantów, zatrzymać ich lub przyjąć po deportacji z Europy. Niewiele pieniędzy przeznacza się na zwalczanie głodu i nierówności na świecie.

large_karawana_kryzysu

O czym będzie następna książka?

Piszę teraz książkę o europejskiej polityce w sprawie uchodźców. Niedługo minie 80 lat od pierwszej konferencji międzynarodowej poświęconej kryzysowi uchodźców w Europie. Liczba uchodźców z Niemiec i Austrii była tak olbrzymia, że trzeba było poszukać możliwości ich przyjęcia. Konferencja została zorganizowana przez prezydenta USA Roosevelta i brały w niej udział wszystkie ważne państwa europejskie. Na koniec żadne państwo nie było gotowe przyjąć uchodźców, mimo że sytuacja była kryzysowa – chodziło o Żydów próbujących uciec z nazistowskich Niemiec. Czy przywódcy polityczni Europy otworzyliby swoje granice, gdyby wiedzieli, że trzy miesiące po nieudanej konferencji będzie miała miejsce Noc Kryształowa? Próbuję odpowiedzieć na to pytanie, opisując rozwój europejskiej polityki dotyczącej uchodźców, od tej konferencji do lata 2015 r., kiedy pontony z uchodźcami z Turcji przybijały do brzegu kontynentu. W książce zabieram czytelnika do olbrzymich obozów UNHCR, gdzie, szczególnie w Afryce, większa część uchodźców z różnych regionów globu mieszka na koszt Unii Europejskiej z dala od reszty świata. Czytelnicy odwiedzą także grecką wyspę Lesbos i Lampedusę we Włoszech, oraz Brukselę, gdzie politycy europejscy tworzą politykę, która w stolicach europejskich ląduje w koszach na śmieci, ponieważ państwa członkowskie same chcą ustalać co zrobić z uchodźcami.

Debata na temat uchodźców i migrantów jest spolaryzowana w całej Unii, od poglądu całkowitego zakazu wstępu do kraju, do wpuszczania wszystkich, od „niech się utopią” do „znieść wszystkie granice”. Między tymi ekstremalnymi punktami widzenia znajduje się milcząca większość ludzi, którzy nie wiedzą co mają o tym wszystkim myśleć. Nie chcą pozwolić utonąć uchodźcom, ale nie za bardzo chcą, żeby pojawili się na ich ulicy. Nie są pewni czy naprawdę czeka nas tsunami uchodźców i czy wszyscy ludzie na łodziach są oportunistycznymi poszukiwaczami szczęścia. W mojej książce chcę przedstawić nowe argumenty, spojrzenie i dodać kontekst do tej spolaryzowanej debaty publicznej. Ma to być dobrze czytająca się, ekscytująca książka dziennikarska, ponieważ temat uchodźców jest już wystarczająco abstrakcyjny. Piszę tak, żeby czytelnik pomyślał: Ach, a więc to tak! I żeby pomyślał: właściwie te metody stosowane przez Europę są całkiem interesujące. Podobnie jak ja sama: im więcej rozumiem, im więcej okoliczności odkrywam, tym bardziej temat mnie interesuje.

 

Reklamy

One comment on “O karze śmierci w USA. Rozmowa z Lindą Polman („Laleczki skazańców”).

  1. Reblogged this on annamariagregorowicz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: