Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

„Mazel tow” J. S. Margot (fragment)

large_mazel_tow

J. S. Margot

przekład: Małgorzata Woźniak-Diederen

Wydawnictwu Czarne, dziękujemy za pozwolenie na publikację poniższego fragmentu.

 

MAZEL TOW

W ciągu tygodnia będzie pani przychodziła o piątej lub wpół do szóstej i zostanie pani przynajmniej do ósmej. W niedzielę zacznie pani o dziesiątej i skończy po odrobieniu lekcji z dziewczynkami. Synom nie trzeba pomagać w niedziele, chodzą na kółko biblijne. Mój mąż Aaron lub ja będziemy pani płacili co tydzień. A więc nazywała męża po imieniu. I podobnie jak on, bez pytania mnie o zdanie, zdecydowała, że zaczynam u nich pracować.

– Ma pani jakieś hobby, n’est-ce pas.

– Czytam, chodzę do kina lub teatru. Staram się często wyjeżdżać do krajów, których języki studiuję. Lubię spotkania z przyjaciółmi.

– Ma pani wiele zainteresowań, ale żadne nie jest związane z dziećmi.

– Bardzo lubię dzieci.

– Nie ma pani żadnego doświadczenia z dziećmi.

– Dawniej często opiekowałam się dziećmi wieczorami. Czytałam im bajki. I razem próbowaliśmy je odegrać. Wymyślaliśmy dalszy ciąg opowieści albo dodawaliśmy nowego bohatera.

– Tego nie musi pani tutaj robić.

– Być niańką?

– Wymyślać bajek. Nie chcemy, żeby pani wymyślała. Szkoła  to nie zabawa. Pomoc w odrabianiu lekcji to nie niańczenie. Czy potrafi pani milczeć?

– Ehm…

– Nie chcemy, żeby rozmawiała pani z dziećmi o swoim prywatnym życiu, mam na myśli pani świat. Chodzi o to, żeby pani przerabiała z nimi materiał szkolny.

– Wydaje mi się, że to żaden problem.

– Pani życie to pani sprawa. Pani jest seule, samotna?

– Jestem studentką.

– Pani nie jest zamężna.

– Mieszkam z chłopakiem.

– Pani rodzice się na to godzą?

Przytaknęłam głową i musiałam się ugryźć w język, żeby nie dodać, że rodzice zrezygnowali z wtrącania się w moje życie i moje wybory, więc tym samym akceptowali wszystko, co robię. […]

– Czy pani rodzice są nadal razem?

– Pyta pani, czy są rozwiedzeni? Nie.

– Ma pani rodzeństwo?

– Jest nas trójka.

– Wszyscy zdrowi?

– O ile wiem, tak.

– Pani mąż pracuje?

– Szuka pracy.

– Skończył studia, n’est-ce pas?

– Pierwszy rok prawa.

– A więc jest młodszy od pani…

Na końcu zdania jej głos podniósł się o kilka tonów.

– Nie, jest starszy ode mnie o siedem lat. Mój chłopak jest uchodźcą politycznym. Musiał uciekać z Iranu, inaczej zostałby aresztowany. Może będzie kontynuował studia, inżynierię przemysłową, ale jeszcze nie wiadomo, to zależy od wielu czynników, między innymi od znajomości języka. Niderlandzki nie jest łatwy …

Znowu zaczęłam. Kiedy czułam, słusznie czy nie, że ktoś przyjmuje protekcjonalny ton wobec Nimy, zaczynałam podkreślać, że jest uchodźcą politycznym, a nie poszukiwaczem szczęścia. Jakbym szukała potwierdzenia dla samej siebie, że osoba uciekająca ze względów politycznych jest lepszym, szlachetniejszym człowiekiem niż ludzie uchodzący przed biedą i brakiem perspektyw.

Donc, on nie studiuje już prawa.

– Gdyby chciał studiować prawo, musiałby bezbłędnie opanować język. To jest trudne.

– Pani mąż pochodzi z innego kraju?

– Z Iranu – odpowiedziałam, przyzwyczajona, że taka odpowiedź wzbudza zawsze reakcję.

– Z Iraaanu – powtórzyła, jakby musiała przeżuć nazwę kraju.

– Z Teheranu – dodałam.

– Pani mąż jest muzułmaninem, n’est-ce pas  – powiedziała.

– Nie jest moim mężem, ale chłopakiem. I nie praktykuje islamu – odparłam.

Tego także się nauczyłam, odkąd byłam z Nimą. Warto było dodać od razu, że mój chłopak, chociaż jest muzułmaninem, nie praktykuje islamu. Nie modlił się pięć razy dziennie, nie przestrzegał postu w ramadan i nie widział żadnych przeszkód w dzieleniu życia z niemuzułmanką, wręcz przeciwnie. Krótko mówiąc, miał zbyt lewicowe poglądy, żeby być osobą religijną. Przyklejenie etykietki niepraktykującego muzułmanina, tak jak uchodźcy politycznego, uważane było najczęściej za zaletę, medal na piersi, przepustkę do kręgu przyjaciół i  znajomych. Czasami, ale nie tym razem, kłamałam, że jego rodzice byli wyznawcami zaratusztrianizmu, religii Zaratustry. Nima miał przyjaciół wśród wiernych tej religii. Poznałam trochę jej zasady. Inspiracją nie jest Biblia czy Koran, ale święta księga Awesta.

Poza tym wiedziałam, że zaratusztrianie mogą liczyć na sympatię, szczególnie kiedy się wytłumaczyło, że termin pochodzi od Zaratustry. Tę religię można kojarzyć z Nietzschem, a on budził w niektórych kręgach więcej szacunku niż każdy bóg.

– Pani jesteś młodą i rozsądną kobietą. A pani mąż mieszka w kraju ajatollahów….

Takich uwag też miałam dosyć. Rozprawiałam się z nimi krótko.

– Proszę pani, mój chłopak mieszka w Belgii. Mieszka tutaj, ponieważ musiał uciekać przed Chomeinim i jego zwolennikami.

Nie powiedziałam, że Nima przyjechał z siostrą, o dwa lata  starszą, że pochodzi z zamożnej rodziny i że jego opór wobec reżimu islamskiego był ograniczony. Kilka dni spędził w  więzieniu, umieszczono go na czarnej liście, potem szybko opuścił kraj i na tym zakończył walkę ideologiczną, w przeciwieństwie do wielu swoich przyjaciół. Jego rodzice nie chcieli, żeby został powołany do służby wojskowej na wojnę z Irakiem. Dlatego, podobnie jak inne rodziny z klasy średniej, nie wahali się wysłać syna na Zachód razem z siostrą. Podczas reżimu szacha korzystali ze swobody działania i myślenia. Teheran był dla nich Paryżem Bliskiego Wschodu. Czuli odrazę do autorytarnej dyktatury szacha, ale o wiele bardziej nie cierpieli skrajnie konserwatywnego państwa religijnego.

Chcieli, żeby ich dzieci – jeśli trzeba, w innym kraju – poznały smak Paryża zamiast goryczy dyktatury szyitów. Pani Schneider nie zapytała, jak mój chłopak się nazywa.

– Pani mieszka z kimś wyznającym inną religię.

– Tak.

– Pani nie jest muzułmanką.

– Jestem wychowana w katolicyzmie.

– Pani nie ma zamiaru zmienić wiary?

– Nie jestem wierząca. Już nie. O ile w ogóle kiedyś byłam…

– A pani rodzice…

– Moi rodzice chodzili dawniej do kościoła. Przestrzegali ważnych świąt: Wielkanocy, Wszystkich Świętych, Bożego Narodzenia. Teraz, kiedy my, dzieci, jesteśmy dorośli, kult religijny przestał być dla nich tak ważny…

Bawiła się bransoletką, bardzo elegancką, podobnie jak dwa srebrne pierścionki z maleńkim oczkiem. Biżuteria może być krzycząca lub dyskretna. Pani Schneider nosiła biżuterię tak dyskretną, że aż oszałamiającą.

– Pani mąż uciekł przed religią.

– Uciekł przed państwem religijnym.

– A jego rodzice?

– Jeszcze tam mieszkają.

– Pani mąż jest Arabem? O nie, pomyślałam, to też muszę tłumaczyć po raz enty.

– Iran zamieszkują Persowie, nie Arabowie. Nie mówi po arabsku, ale w języku perskim. Magiczne słowo „perski” działało znakomicie, dzięki skojarzeniom z ręcznie tkanym perskim dywanem, uważanym za dobrą lokatę, szczególnie w Belgii, gdzie największym marzeniem wszystkich ludzi był własny dom.

9200000070040581

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: