Literatura niderlandzka

(Rozmowy) o współczesnej literaturze niderlandzkiej – strona prowadzona przez Fundację Literatura

W tramwaju – Sierpień (3)

Fragment książki  W tramwaju (Op de tram) holenderskiej dziennikarki Jorie Horsthuis (tłumaczenie Olga Niziołek).

Wydawnictwu Ambo/Anthos i autorce dziękujemy za pozwolenie na publikację fragmentu W tramwaju.

op-de-tram---jorie-horsthuis[0]

JORIE HORSTHUIS

W TRAMWAJU (FRAGMENT)

SIERPIEŃ (3)

– Lato to świetna sprawa – mówi Tom przez interkom, podczas gdy przejeżdżamy przez Damrak. – Od razu wiadomo, jaka będzie pogoda. Wystarczy spojrzeć na stroje kobiet. Na przykład dzisiaj będzie bardzo ładnie, to ci już mogę powiedzieć.

Ze zdziwieniem przyglądam się kobietom idącym ulicą – większość nosi swetry.

– Rano zawsze tak to wygląda – tłumaczy Tom. – Noszą sweterki, bo jeszcze jest chłodno. Ale ja patrzę dokładniej i sprawdzam, co mają pod spodem. Spódniczki, koszule, sandały. Zobaczysz, po południu zdejmą te swetry. Te panny z niezłymi balonami… a ja siedzę wysoko, mam na wszystko dobry widok.

Pytam, czy jego dziewczyna nie jest zazdrosna o to patrzenie. Teoria Toma brzmi następująco:

– Można być głodnym na ulicy za dnia, o ile kolację je się wieczorem w domu.

1001004011500334

Głód niektórych motorniczych wykracza poza patrzenie.

– Niezłe masz piersi – wymknęło się ostatnio jednemu z nich na widok mojej przyjaciółki.

– To była linia 24, wsiadłam na Spui – opowiadała mi później zaszokowana. – Bezczelnie gapił się na moje cycki, a potem, zanim zorientowałam się w sytuacji, powiedział to. Byłam zbyt zdumiona, żeby zareagować. I ty z nim pracujesz. Tak przecież nie może być!

Gwałtownie potrząsnęłam głową. Tak rzeczywiście nie mogło być.

– Tego samego dnia złożyłam skargę przez Internet, zrobią z tym coś? – patrzyła na mnie wyczekująco.

– Podczas kursu na konduktora uczyli nas, że wszystkie skargi są traktowane bardzo poważnie – odpowiedziałam. – Przypuszczam, że ten motorniczy niedługo trafi do szefa na dywanik.

Na początku bawiło mnie, że wszyscy bliżsi i dalsi znajomi nagle zaczęli traktować mnie jak przedstawiciela GVB. Jestem dla nich wyszukiwarką połączeń – „hej, Jorie, stara konduktorko! Zajmę ci tylko chwilkę: jestem na Marnixstraat, jak mogę najszybciej dojechać do Muiderpoort?” – i skarbnicą odpowiedzi na wszelkie pytania mające cokolwiek wspólnego z transportem publicznym. Szybko zorientowałam się jednak, że widzą we mnie przede wszystkim osobę, z którą doskonale można podzielić się swoją frustracją z powodu nowego systemu kart chipowych. Już nie jestem bezpieczna na imprezach. Rozmowy o mojej pracy stale przeradzają się w gwałtowne tyrady poświęcone karcie chipowej w ogólności i GVB w szczególności.

– Doładowałem wczoraj za dziesięć euro, już nic nie mam. GVB oszukuje na każdym kroku!

– Chcesz podejść do informacji, a kolejka zaczyna się jeszcze przed dworcem. Co oni sobie myślą, że mam na to cały dzień?!

– Cholera jasna, trzy razy pod rząd zapomniałam zeskanować kartę przy wysiadaniu. Łatwo przychodzi wam zarabianie, co?

– A właściwie czemu przy wysiadaniu trzeba skanować kartę? Popatrz na inne kraje, tam mają lepsze rozwiązania!

Kilka razy wysłuchałam skarg cierpliwie, okazałam zrozumienie i podjęłam próbę wyjaśnienia, jak działa system, albo znalezienia rozwiązania. Szybko się tego oduczyłam. Większość wcale nie oczekuje wyjaśnienia, jak działa ten „debilny system”. Chcą się po prostu wykrzyczeć. Od kiedy to odkryłam, próbuję na wszelkich urodzinach unikać tematu „GVB”, ale nie bardzo mi to idzie. Zawód konduktorki przemawia wielu ludziom do wyobraźni.

– Nie, naprawdę?! Jako konduktorka? Jak to się stało? Robiłaś przecież coś z dziennikarstwem? – wykrzykuje ktoś, kto jeszcze nie słyszał o moim nowym zajęciu.

I wszystko zaczyna się od nowa.

Podczas naszego ostatniego przejazdu Tom mocno przyspiesza, czując bliskość domu. Zakręty są zdecydowanie najciekawsze: walizki toczą się po podłodze, torby upadają, pasażerowie zataczają się na wszystkie strony. Nagle, w okolicach planu Munt, hiszpański turysta ląduje na podłodze. Spadł z siedzenia. Zadziwiony rozgląda się wkoło.

– Powinni się lepiej trzymać – uważa Tom. – Ten ostatni przejazd jest nasz. Nie ma zmiłuj.

Mijamy Pretoriusstraat i pędzimy Middenweg.

– Nikogo już nie widzimy – rozkazuje Tom. – Żadnych biegnących ludzi ani tych, co dobijają się do zamkniętych drzwi. Wpuszczamy już tylko tych, którzy grzecznie stoją na przystanku. Zaraz potem zamykamy drzwi. Tramwaj nie czeka na ludzi, to ludzie czekają na tramwaj. Słyszysz?

Uśmiecham się i naciskam interkom.

– Głośno i wyraźnie. Zrozumiano.

Przyjeżdżamy do Diemen Sniep pięć minut za wcześnie. Jest wspaniale, jest tak, jakbyśmy skończyli godzinę wcześniej. Zadowoleni podajemy sobie ręce.

op-de-tram---jorie-horsthuis[1]

Więcej o książce i jej autorce.

Więcej o Oldze Niziołek.

Wydawnictwu Ambo/Anthos i autorce dziękujemy za pozwolenie na publikację fragmentu W tramwaju.

Pozostałe fragmenty:

Lipiec

Sierpień (1)

Sierpień (2)

(zamieścił Ł.K.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: